Każdy posiadacz futrzanego szczęścia na pewno w letnim okresie czuje to samo co ja...czyli nieodpartą chęć wygolenia swojego psiaka na łyso...Sierść Zory jest dosłownie w każdym kącie mojego mieszkania. Nie wystarczy sprzątać po niej raz dziennie, ani nawet dwa razy...tylko kilkaset razy. Jednak nawet jeśli posprzątasz to i tak możesz sie spodziewać tego, że jakiś Twój gość przychodzący do Ciebie w odwiedziny wyjdzie od Ciebie chociaż z niewielkim kosmykiem sierści. Ja się już przyzwyczaiłam...:P jednak moi znajomi, którzy Zorę uwielbiają niestety jeszcze nie... ;) Na pytanie, czy cokolwiek da się z tym zrobic odpowiadam : Tak :) Wystarczy iść do weterynarza po kapsułki, zmienić psince karmę i czesać ją przynajmniej raz dziennie. Ja tak robię...efekty na razie marne,ale zawsze jest nadzieja... ;-)
Ostatnio Zorka nauczyła się jak "opowiedzieć " mi jak to bardzo się za mną stęskniła kiedy wracam do domu. Otwiera pysk wydając z siebie takie odgłosy jakby chciała po prostu mówić. Postaram się to nagrać i umieścić w najbliższym czasie na moim blogu. Mówię Wam...to jest niesamowite. To nie pisk, nie skomlenie, żadne warczenie tylko po prostu coś innego ;-)
Coś podobnego...jednak jeszcze nie potrafię zrozumieć o co jej chodzi ;-D
http://www.cafeanimal.pl/artykuly/porady/Linienie-psow,2062 - a tutaj znalazłam ciekawy artykuł na temat wypadania sierści :)
sobota, 11 czerwca 2011
piątek, 27 maja 2011
Ciężko...
Brak internetu...nawał pracy...i wieczne zmęczenie...to chyba tyle na moje usprawiedliwienie. Nie mówiąc już o braku weny. Zorka siedzi osiem godzin w domu,ale potem wychodzi ze mną na kilka godzin do parku. Biegamy,bawimy się,a czasami po prostu usiądę na ławce z zeszytem i się uczę. Próbuję to wszystko pogodzić,ale jest tak ciężko:( Damy radę... Od poniedziałku rusza proces wydawniczy mojej książki. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Nawet jeśli zakończy się porażką to przynajmniej spróbowałam... . Ostatnio zastanawiałam się nad przygarnięciu suczki z nowotworem i w sumie dalej chodzi mi to po głowie...Czajce zostało niewiele czasu,więc dlaczego nie miałaby go spędzić jak najwspanialej z Zorką,Sunny i ze mną. Jednak mimo wszystko chyba za bardzo by mnie to obciążyło psychicznie...no i jeszcze ten nawał pracy...i innych rzeczy. Tylko gdybyście ją zobaczyli....:( Ech...Jak tylko będzie lżej to coś zrobie w tym kierunku jeśli nie bedzie za późno....Wiem ,że i Zorka byłaby szczęśliwsza. Moja psina nastawiona jest przyjacielsko do każdego zwierzaka co mnie bardzo cieszy:) Już nie wspominając o mojej radości...:) Czas oszczędzać i zbierać na domek i hektary pola :)
wtorek, 10 maja 2011
Moja Moja Moja :*
Dzisiaj tylko zdjęcia i linki na które warto wejść ! ! :)
Odpoczywamy po majówce ;)
Moja Morda ! :)
No tak...ja oglądam film...a Zora ogląda mnie xD
Jak Pani leży to i Zorka również :)
LINK :Psiaki do POKOCHANIA! Brzeskie Przytulisko "PRZYTUL PSISKO"
wtorek, 3 maja 2011
Koniec Laby...
Ech...skończyły się święta i minął weekend majowy. Grillowałyśmy i świętowałyśmy z rodzinką. Przez te dni przekonałam się tylko jak wspaniałego mam towarzysza to znaczy towarzyszkę :) Nie zawiodła mnie.Zora była ze mną praktycznie wszędzie. Nie chciałam aby siedziała sama w domu kiedy ja się bawię,bo pewnie wcale nie czułabym się z tym dobrze. Moi znajomi się już ze mnie śmieją,że wszędzie tylko ja i Zora,ale nie po to adoptowałam psa aby tylko był,ale również żeby ze mną żył :) Oczywiście wszyscy są nią zachwyceni,bo ona tak się słucha ,bo jest taka grzeczna i usłyszałam nawet,że mam ręke do psów. Może to prawda...:)
Zora zrobiła się odważniejsza. Szczeka,a nawet warczy na obcego kiedy wejdzie do domu.Jednak kiedy widzi ,że człowiek chce się z nią przywitać to zmienia nastawienie. Zachowuje się tak jakby bardzo chciała przy mnie być kiedy ktoś u nas jest i pilnować,ale z drugiej strony jeszcze się jednak boi. Chodzi w kółko powarkuje, co chwile jest obok mnie,by po chwili odejść i znowu wrócić.Chyba nie lubi jak mamy gości... Myślę,że to tylko kwestia czasu i nabierze pewności siebie.
Wczoraj zabrałam ją na plac i wyczesałam. Kupiłam konkretny grzebień ,który spisał się rewelacyjnie. Teraz mam nawet wrażenie,że Zorka jest mniejsza xD :) Troszkę futra z niej ubyło to fakt ;P
Przez jakiś miesiąc pomagałam znaleźć nowy dom dla jego psa. Młodziutka suczka rasy Husky potrzebowała pilnie domu,bo tak jak to zwykle bywa...zawinili ludzie. Żywa suczka,która potrzebowała cierpliwości i miłości,kogoś kto poświęci jej troszkę czasu no i w końcu po długich poszukiwaniach i próbach udało się. Alaska ma nowy dom. Nową właścicielkę,która mam nadzieję zajmie się nią jak należy. Trzymam za Was kciuki Dziewczyny! :) :) Kamień z serca...bo o mały włos ,a psina trafiłaby do schroniska...
niedziela, 17 kwietnia 2011
To co drażni...mnie cieszy!
Zora zaczęła w końcu szczekać xD Wiem...to głupie,ale bardzo mnie to cieszy. To znaczy nie ujada cały czas,tylko wtedy kiedy coś ją zaniepokoi. Pukanie do drzwi czy jakiś hałas na ulicy. Cieszy mnie to,bo to znak,że psychicznie jest z nią coraz lepiej. Jest odważniejsza i inaczej nastawiona do ludzi. Na każdym kroku staram się jej pokazać,że może czuć się bezpieczna :)
Moje "dziecko" ma swój charakterek :P Na przykład nie lubi jak się kąpię...potrafi wejść do łazienki i "marudzić" tak długo aż z niej nie wyjdę xD Ostatnio próbowałam ją bliżej zapoznać z Sunny...moją szczurzycą. Skończyło się na tym,że Saniucha skończyła w jej pysku xD Jednak widocznie Zorka nie chciała jej nic zrobić bo szczurzyca była tylko troszkę ośliniona i nic jej się nie stało.Ani nie uciekła...ani nie pisnęła. Po prostu była dalej w moich rękach patrząc na mordkę Zorki :P Mi jednak serce podeszło do gardła...wystraszyłam się na maksa...nie myślałam,że moje grzeczne psie dziecko tak się zachowa...Teraz się śmieję ,bo myślę,że Zorka chciała dać jej tylko buziaka xD :D Mimo wszystko jednak więcej zapoznania nie będzie... Za duże ryzyko.
W tym tygodniu chyba będę załatwiać sterylkę dla Zory... Jeśli mam być szczera to bardzo tego nie chcę. Mam uprzedzenia ;/ wiele uprzedzeń,ale osoby z większym doświadczeniem uważają ,że to idealne rozwiązanie. Niech będzie,a zresztą...podpisałam umowę i jestem zobowiązana.
Jestem szczęśliwą Panią "cielaczka" :) Wszystkio początkowe obawy zniknęły . Mam do kogo wracać po pracy i jestem witana tak jak nigdy w życiu! :)
Znalazłam to w internecie...
Jeśli Ci w życiu nie idzie , jeśli wszystko złe jest ,
Nie znajdziesz przyjaciela lepszego niż pies .
On dobrze wie , gdy jesteś smutny , nadąsany ,
On liżąc Cię po ręce usuwa życia rany .
Kiedy po ciężkim dniu pracy wracasz strudzony ,
Witając Cię , Twój przyjaciel wesoło merda ogonem .
Od razu czujesz się lepiej , rażniej Ci na duszy ,
A pies chcąc Cię usłyszeć nadstawia swoje uszy .
Kiedy jesteś sam w domu , on nie pozwoli się nudzić ,
Przynosi Tobie piłeczkę , by do zabawy pobudzić .
Zawsze gdy mu każesz- łapę z chęcią podaje ,
Nie zapomni Cię zbudzić zanim sam wstajesz .
Jak przyjdzie pora na spacer patrzy w Twoje oczy ,
Na spacerze zachęca byś z nim biegał ochoczo .
Na nim możesz polegać , pies Cię zawsze zrozumie ,
Chciałby Ci dużo powiedzieć i szkoda , że nie umie .
Moje "dziecko" ma swój charakterek :P Na przykład nie lubi jak się kąpię...potrafi wejść do łazienki i "marudzić" tak długo aż z niej nie wyjdę xD Ostatnio próbowałam ją bliżej zapoznać z Sunny...moją szczurzycą. Skończyło się na tym,że Saniucha skończyła w jej pysku xD Jednak widocznie Zorka nie chciała jej nic zrobić bo szczurzyca była tylko troszkę ośliniona i nic jej się nie stało.Ani nie uciekła...ani nie pisnęła. Po prostu była dalej w moich rękach patrząc na mordkę Zorki :P Mi jednak serce podeszło do gardła...wystraszyłam się na maksa...nie myślałam,że moje grzeczne psie dziecko tak się zachowa...Teraz się śmieję ,bo myślę,że Zorka chciała dać jej tylko buziaka xD :D Mimo wszystko jednak więcej zapoznania nie będzie... Za duże ryzyko.
W tym tygodniu chyba będę załatwiać sterylkę dla Zory... Jeśli mam być szczera to bardzo tego nie chcę. Mam uprzedzenia ;/ wiele uprzedzeń,ale osoby z większym doświadczeniem uważają ,że to idealne rozwiązanie. Niech będzie,a zresztą...podpisałam umowę i jestem zobowiązana.
Jestem szczęśliwą Panią "cielaczka" :) Wszystkio początkowe obawy zniknęły . Mam do kogo wracać po pracy i jestem witana tak jak nigdy w życiu! :)
Znalazłam to w internecie...
Jeśli Ci w życiu nie idzie , jeśli wszystko złe jest ,
Nie znajdziesz przyjaciela lepszego niż pies .
On dobrze wie , gdy jesteś smutny , nadąsany ,
On liżąc Cię po ręce usuwa życia rany .
Kiedy po ciężkim dniu pracy wracasz strudzony ,
Witając Cię , Twój przyjaciel wesoło merda ogonem .
Od razu czujesz się lepiej , rażniej Ci na duszy ,
A pies chcąc Cię usłyszeć nadstawia swoje uszy .
Kiedy jesteś sam w domu , on nie pozwoli się nudzić ,
Przynosi Tobie piłeczkę , by do zabawy pobudzić .
Zawsze gdy mu każesz- łapę z chęcią podaje ,
Nie zapomni Cię zbudzić zanim sam wstajesz .
Jak przyjdzie pora na spacer patrzy w Twoje oczy ,
Na spacerze zachęca byś z nim biegał ochoczo .
Na nim możesz polegać , pies Cię zawsze zrozumie ,
Chciałby Ci dużo powiedzieć i szkoda , że nie umie .
niedziela, 10 kwietnia 2011
Wrodzona psia mądrość ;)
Dawno mnie tu nie było,ale dowiedziałam się,że ktoś to czyta,więc postanowiłam nie zawieść więcej tego grona osób i częściej zostawiać po sobie jakąś notatkę i liczę na jakieś skromne komentarze:P
Ech...już nie tylko moje łóżko :P
Za to...myślałam,że już nigdy nie zamerda dla mnie ogonem :D
Zorka i nasz najmniejszy członek rodziny :P Sunny :)
Nigdy nie sądziłam,że będę miała tak kochane czworonożne szczęście:) Zora jest naprawdę wspaniała. Czasami mam wrażenie,że rozumie więcej niż myślę...:) Nie staram się wychowywać jej jak małpki ucząc sztuczek,bo nie tego od niej chcę...Zależy mi na tym żeby zachowania uczyły ją pewne sytuacje i co niesamowite sprawdza się ta moja idea :) Zora wie,że musi na mnie czekać przed sklepem nawet kiedy nie jest przywiązana to wystarczy zdanie by ona zajarzyła o co mi chodzi;) Siada i grzecznie czeka .Nawet kiedy drzwi sklepu są otwarte ,ona wie,że nie może wejść:) Tak samo jest kiedy myję bądź zamiatam podłogi. Kiedy widzi ,że wchodzę z miotłą i zaczynam sie krzątać to wcale nie muszę jej wyciągać z pokoju. Zora sama wychodzi na przedpokoj,kładzie się i czeka aż skończę:) :) Madrąść tego mojego cielaczka mnie zadziwia :P Nikt mi nigdy nie powie,że pies wychowywany od szczeniaka jest tak samo oddany jak pies po przejściach ,który tak bardzo pragnie być kochany. Zora nie odstępuje mnie na krok...jest ze mną wszędzie. Kładzie się,siada tak aby mieć mnie na widoku:) Ona tak bardzo pragnie być tylko moja i nie pozwala się zbliżyć do mnie żadnemu innemu psiakowi:)
Zauważyłam,że panicznie boi się mężczyzn i ze strachu aż popuszcza mocz...Bardzo mnie to boli...gdybym dorwała tego... co ją tak skrzywdził to nie zawahałabym się... Mam nadzieję,że w końcu zrozumie,że nie każdy człowiek jest zły i,że NIGDY nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić. To moje jedyne największe Szczęście własne,prywatne,oddane i tylko moje :)
Jedziemy do babci na wieś :)
Zora z Alaską :) Dwie dobre koleżanki :) Bo nie tylko do mnie przychodzą goście :)Ech...już nie tylko moje łóżko :P
Za to...myślałam,że już nigdy nie zamerda dla mnie ogonem :D
środa, 30 marca 2011
Pięknie :)
Dzisiaj "uciekłam" z pracy dwie godzinki szybciej oczywiście za zgodą mojego szefa :) Z góry dziękuję ;) Wpadłam do domu i zabrałam mojego kudłacza do Parku! Czekałam na taki dzień od kiedy ją do siebie przygarnęłam. Spuściłam Zorkę ze smyczy i obie miałyśmy pełnie szczęścia;) Znowu pokazła mi jaka jest mądra i ciekawa świata:) Pilnowała mnie,słuchała się,a czasami chowałam się za drzewa i patrzyłam na jej reakcje. Najpierw panika,a potem szukanie no i oczywiście szczęśliwie mnie znajdowała:P Kilka zdjęć z
naszego spacerku :
Jak widać moja bestyjka jest bardzo ciekawska :) Niuńka ma roczek ;)
Ostatnio bardzo często myślę o psiakach z Przytuliska,wiem,że w sumie to już nie jestem tam potrzebna...To co trzeba było to zrobiłam...Pomogłam to wszystko nakręcić...rozkręcić. Psiaki mają wielu opiekunów,ludzi którzy są tam na okrągło i bardzo mnie to cieszy :) Trzymam za Was wszystkich kciuki! Teraz jak już bedę miała motÓr xD To na pewno bedę tam zaglądać :)
poniedziałek, 28 marca 2011
Kiedy jest źle...
Własnie w takie dni jak ten dzisiejszy mam ochotę uciec i schować się gdzieś najdalej... Mieć święty spokój! Jednak tak się zastanawiam dlaczego narzekam skoro powoli spełniają się moje wszystkie marzenia...wszystkie...oprócz tego jednego chyba w życiu każdego człowieka najważniejszego...
Kiedy wróciłam z pracy nic mi się nie chciało i pewnie gdyby nie Zora to położyłabym się do łóżka i wstałabym z niego dopiero rano... Teraz jednak nie mogę sobie na to pozwolić. Przecież muszę iść z moją psinką na spacer,bo bez wątpienia jej się to należy po ośmiu godzinach w czterech ścianach. Kiedy wychodzę i widzę jej radość od razu poprawia mi się humor. Zora co chwilę do mnie podchodzi i nosem szturcha moją dłoń jakby mówiła "rozchmurz się" Uśmiecham się...bo fakt faktem pogoda nam dzisiaj dopisała. Jest pięknie,słonecznie i nawet ciepło.
Po drodze spotykamy państwa z Yorkiem. Szybko odciągają go od nas. Na pewno się boją...Zora jest z pięć razy większa. Jednak po chwili się zatrzymują i chcą by się zapoznały. Jakoś się nie zdziwiłam. Moja suczka to chodząca łagodność i chyba nie tylko ja to zauważyłam. Kiedy odchodzimy Zorka skacze do góry i macha ogonem. Zauwazyłam,że robi tak kiedy się czegoś boi ,a potem okazuje się,że jest bezpieczna. Tak jakby wołała " Nic mi się nie stało! Wszystko jest ok" To jest takie zabawne. Staram się rozszyfrować jej zachowanie i chyba powoli mi się to udaje :)
Wracamy do domu znowu dopada mnie smutek, ale po chwili moja Niuńka przynosi mi do łóżka maskotki. Patrzę jak je podrzuca,gryzie i znowu zapominam o swoich problemach. Tak się cieszę ,że ją mam...Mój promyczek w te "paskudne" dni. Przygarniam ją do siebie. Ma taką mięciutką sierść...o wszystkim zapominam,zasypiam a kiedy się budzę ona już macha ogonem i zapewne zastanawia się co teraz będziemy robić :):)
...bo kiedy jest źle do serca przytul psa... :)
Kiedy wróciłam z pracy nic mi się nie chciało i pewnie gdyby nie Zora to położyłabym się do łóżka i wstałabym z niego dopiero rano... Teraz jednak nie mogę sobie na to pozwolić. Przecież muszę iść z moją psinką na spacer,bo bez wątpienia jej się to należy po ośmiu godzinach w czterech ścianach. Kiedy wychodzę i widzę jej radość od razu poprawia mi się humor. Zora co chwilę do mnie podchodzi i nosem szturcha moją dłoń jakby mówiła "rozchmurz się" Uśmiecham się...bo fakt faktem pogoda nam dzisiaj dopisała. Jest pięknie,słonecznie i nawet ciepło.
Po drodze spotykamy państwa z Yorkiem. Szybko odciągają go od nas. Na pewno się boją...Zora jest z pięć razy większa. Jednak po chwili się zatrzymują i chcą by się zapoznały. Jakoś się nie zdziwiłam. Moja suczka to chodząca łagodność i chyba nie tylko ja to zauważyłam. Kiedy odchodzimy Zorka skacze do góry i macha ogonem. Zauwazyłam,że robi tak kiedy się czegoś boi ,a potem okazuje się,że jest bezpieczna. Tak jakby wołała " Nic mi się nie stało! Wszystko jest ok" To jest takie zabawne. Staram się rozszyfrować jej zachowanie i chyba powoli mi się to udaje :)
Wracamy do domu znowu dopada mnie smutek, ale po chwili moja Niuńka przynosi mi do łóżka maskotki. Patrzę jak je podrzuca,gryzie i znowu zapominam o swoich problemach. Tak się cieszę ,że ją mam...Mój promyczek w te "paskudne" dni. Przygarniam ją do siebie. Ma taką mięciutką sierść...o wszystkim zapominam,zasypiam a kiedy się budzę ona już macha ogonem i zapewne zastanawia się co teraz będziemy robić :):)
...bo kiedy jest źle do serca przytul psa... :)
sobota, 26 marca 2011
Psie Dziecko
Witamy Was :)
Kiedy wprowadziłam się do mojego mieszkania wiedziałam,że długo tu sama nie pomieszkam. Już w pierwszy dzień poszłam i kupiłam szczurka to znaczy szczurzycę Sunny:) To naprawdę mądre zwierzaczki i takie zabawne:) Po kilku dniach jednak poczułam niedosyt. Przecież musiałam mieć czworonoga. Chciałam zajmować się czworonożną istotą,wstawać rano,mieć towarzysza spacerów i nie tylko:) Tak więc pierwszym miejscem jakie postanowiłam odwiedzić było oczywiście przytulisko w którym prowadziłam kiedyś wolontariat. Chodziłam między boksami napotykając co chwilę psie spojrzenie. Każdy psiak chciał zwrócić na siebie uwagę...każdy pragnął pieszczoty i zapewne tego by ktoś w końcu wypuścił go z tej klatki... Chodziłam,szukałam i czekałam na ten grom z jasnego nieba albo jakieś światło nad głową psa bym wiedziała,że to właśnie jego mam ze sobą zabrać. Nic takiego się jednak nie stało... Wiedziałam,że nie mogę postąpić pochopnie...Nie mogłam przygarnąć psiaka tylko po to by go mieć. Musiałam czuć w serduchu,że to właśnie on ma spędzić ze mną całe swoje psie życie.
Wróciłam do domu zawiedziona. Położyłam się na łóżku,wzięłam lapka i właczyłam allegro. Weszłam na zwierzaki,ustawiłam w danych "Opolszczyznę" i zaczęłam przeglądanie... Nagle zobaczyłam zdjęcie. Było sobie wśród wielu,wielu innych...i poczułam,że to jest chyba to. Kiedy zaczęłam oglądać zdjęcia ślicznej suczki o imieniu Doris mój zachwyt pogłębiał się,a kiedy przeczytałam jej krótką historię to wiedziałam,że to będzie mój wymarzony psiak! Szybko wystukałam numer telefonu na komórce. Telefon odebrała jakaś dziewczyna z bardzo sympatycznym głosem. Po krótkiej rozmowie byłam gotowa ubierać buty i szybko do niej jechać tak bardzo chciałam zobaczyć Doris! Nagle wszystko prysło...Dowiedziałam się,że jakimś cudem wcale nie przeglądałam ofert tylko z Opolszczyzny,ale z całej Polski,a ta psina jest z Gdańska! Słyszałam jak radość w głosie Pani Karoliny gaśnie...moja zresztą również. Pojawiła sie opcja,że ktoś może mi ją przywieźć,ale obie prawdopodobnie bardzo w to wątpiłyśmy. Kiedy odłożyłam słuchawkę jeszcze raz zaczęłam oglądać zdjęcia Doris. Śliczna,urzekająca... No przecież coś w tym musiało być skoro trafiłam na Gdańsk będąc pewna,że jestem na Opolszczyźnie! Nie mogło to się tak skończyć. Napisałam szybko maila z wielką prośbą o załatwienie jakiegoś transportu. Zapewniłam w nim,że naprawdę mi zależy. Widocznie mój mail musiał podziałać,bo Pani Karolina znowu się ożywiła. Pisałam z nią codziennie chcąc wiedzieć o Doris jak najwięcej ,tak samo jak opiekunka suczki chciała wiedzieć wszystko o mnie. W końcu przeczytałam radosną nowinę "Załatwiłam transport do Legnicy" Moja radość była ogromna,bo co to za problem pojechać do Legnicy :) No i tak się stało...Kiedy podeszłam do Doris spojrzała mi głęboko w oczy i ukłoniła się...dosłownie się ukłoniła. Jej uległość rozczuliła mi serce...i nagle mało ważne stało się to,że jest większa niż myślałam,że raczej przypomina małego cielaczka niż psa:) W drodze do domu zaczęłam jednak zastanawiać się czy dobrze zrobiłam...Mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu...co będzie jeśli Doris okaże się inna niże mówiła Pani Karolina,że będzie rozrabiać,że okaże się psią diablicą? Nie mogłam sobie na to pozwolić. Jednak szybko okazało się,że trafił mi się Skarb:) Grzeczna...choć strasznie bojaźliwa,pokorna,a wręcz wstydliwa. Podobno jej zachowanie spowodowane jest tym,że jej dawni właściciele się nad nią znęcali. Kiedy podchodzę do niej ze smyczą ona kładzie po sobie uszy,przytula się do podłogi i patrzy czkejąc na mój ruch...Na początku nie mogłam robić gwałtownych ruchów,bo od razu widziałam jej strach. To niesamowite ile w psich oczach można zobaczyć ludzkiego lęku i smutku... Teraz jest lepiej. TO dopiero pierwszy tydzień,ale my już całkiem dobrze się dogadujemy. Zora(bo tak jej dałam na imię) jest chyba największą pieszczochą na tym osiedlu ,a co najzabawniejsze ,że tak jak dziecko nosi wszędzie ze sobą zabawki. One są wszędzie...dosłownie! :) W sumie to Zora ma dopiero roczek i jest jeszcze młodziutką psinką taką moją adoptowaną psią dziewczynką :) :) :)
No i się zaczęło...:)
No w końcu go założyłam :D Mam swojego bloga... :) Na początku może kilka słów o mnie:)
Jestem jedną z założycielek wolontariatu w przytulisku w mojej małej miejscowości. Kilka lat ubiegania się o możliwość zajmowania się psiakami aż w końcu się udało. W raz z kilkoma osobami pokazałam,że jeśli się chce to się potrafi. Dzięki nam bardzo dużo się zmieniło...zmieniło na lepsze :) Jednak jak to wśród ludzi bywa...zaczęły rodzić się konflikty,pojawiać przymusy i wolontariat zaczęłam traktować już bez przyjemności . Odeszłam od grupy i działam na własną rękę. Kiedy słyszę ,że coś się dzieje to po prostu tam jestem,działam,reaguję. Nigdy nie przechodzę obojętnie,bo jeśli nie ja coś zrobię, to kto? Liczę na siebie,a nie na innych... Często jednak bywa,że to psiaki znajdują mnie...Może brzmi to dziwnie,ale to one znajdują się tam gdzie ja "prosząc" o pomoc. Moja psia przygoda zaczęła się już od lat przedszkolnych. Wtedy już przyprowadzałam do domu psie przybłędy i wraz z rodzicami starałam się znaleźć im właścicieli. Raczej zawsze kończyło się sukcesem:) Nie znaczy to jednak,że należę do psich fanatyczek,które nie widzą nic po za psim nosem. Wcale tak nie jest... Studiuję,pracuję,imprezuję z tą tylko różnicą,że to wszystko czasami schodzi na drugi plan kiedy w potrzebie jest jakiś psiak.
Za kilka dni spełni się moje marzenie i sama stanę się właścicielką suczki pokrzywdzonej przez los. Dam z siebie wszystko,bo przede mną długa i ciężka droga do zdobycia serca nieufnego psiego stworzenia.
Jestem jedną z założycielek wolontariatu w przytulisku w mojej małej miejscowości. Kilka lat ubiegania się o możliwość zajmowania się psiakami aż w końcu się udało. W raz z kilkoma osobami pokazałam,że jeśli się chce to się potrafi. Dzięki nam bardzo dużo się zmieniło...zmieniło na lepsze :) Jednak jak to wśród ludzi bywa...zaczęły rodzić się konflikty,pojawiać przymusy i wolontariat zaczęłam traktować już bez przyjemności . Odeszłam od grupy i działam na własną rękę. Kiedy słyszę ,że coś się dzieje to po prostu tam jestem,działam,reaguję. Nigdy nie przechodzę obojętnie,bo jeśli nie ja coś zrobię, to kto? Liczę na siebie,a nie na innych... Często jednak bywa,że to psiaki znajdują mnie...Może brzmi to dziwnie,ale to one znajdują się tam gdzie ja "prosząc" o pomoc. Moja psia przygoda zaczęła się już od lat przedszkolnych. Wtedy już przyprowadzałam do domu psie przybłędy i wraz z rodzicami starałam się znaleźć im właścicieli. Raczej zawsze kończyło się sukcesem:) Nie znaczy to jednak,że należę do psich fanatyczek,które nie widzą nic po za psim nosem. Wcale tak nie jest... Studiuję,pracuję,imprezuję z tą tylko różnicą,że to wszystko czasami schodzi na drugi plan kiedy w potrzebie jest jakiś psiak.
Za kilka dni spełni się moje marzenie i sama stanę się właścicielką suczki pokrzywdzonej przez los. Dam z siebie wszystko,bo przede mną długa i ciężka droga do zdobycia serca nieufnego psiego stworzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















