środa, 30 marca 2011

Pięknie :)

Dzisiaj "uciekłam" z pracy dwie godzinki szybciej oczywiście za zgodą mojego szefa :) Z góry dziękuję ;) Wpadłam do domu i zabrałam mojego kudłacza do Parku! Czekałam na taki dzień od kiedy ją do siebie przygarnęłam. Spuściłam Zorkę ze smyczy i obie miałyśmy pełnie szczęścia;) Znowu pokazła mi jaka jest mądra i ciekawa świata:) Pilnowała mnie,słuchała się,a czasami chowałam się za drzewa i patrzyłam na jej reakcje. Najpierw panika,a potem szukanie no i oczywiście szczęśliwie mnie znajdowała:P Kilka zdjęć z 
naszego spacerku :






Jak widać moja bestyjka jest bardzo ciekawska :) Niuńka ma roczek ;)

Ostatnio bardzo często myślę o psiakach z Przytuliska,wiem,że w sumie to już nie jestem tam potrzebna...To co trzeba było to zrobiłam...Pomogłam to wszystko nakręcić...rozkręcić. Psiaki mają wielu opiekunów,ludzi którzy są tam na okrągło i bardzo mnie to cieszy :) Trzymam za Was wszystkich kciuki! Teraz jak już bedę miała motÓr xD To na pewno bedę tam zaglądać :)

poniedziałek, 28 marca 2011

Kiedy jest źle...

Własnie w takie dni jak ten dzisiejszy mam ochotę uciec i schować się gdzieś najdalej... Mieć święty spokój! Jednak tak się zastanawiam dlaczego narzekam skoro powoli spełniają się moje wszystkie marzenia...wszystkie...oprócz tego jednego chyba w życiu każdego człowieka najważniejszego...

Kiedy wróciłam z pracy nic mi się nie chciało i pewnie gdyby nie Zora to położyłabym się do łóżka i wstałabym z niego dopiero rano... Teraz jednak nie mogę sobie na to pozwolić. Przecież muszę iść z moją psinką na spacer,bo bez wątpienia jej się to należy po ośmiu godzinach w czterech ścianach. Kiedy wychodzę i widzę jej radość od razu poprawia mi się humor. Zora co chwilę do mnie podchodzi i nosem szturcha moją dłoń jakby mówiła "rozchmurz się" Uśmiecham się...bo fakt faktem pogoda nam dzisiaj dopisała. Jest pięknie,słonecznie i nawet ciepło.
Po drodze spotykamy państwa z Yorkiem. Szybko odciągają go od nas. Na pewno się boją...Zora jest z pięć razy większa. Jednak po chwili się zatrzymują i chcą by się zapoznały. Jakoś się nie zdziwiłam. Moja suczka to chodząca łagodność i chyba nie tylko ja to zauważyłam. Kiedy odchodzimy Zorka skacze do góry i macha ogonem. Zauwazyłam,że robi tak kiedy się czegoś boi ,a potem okazuje się,że jest bezpieczna. Tak jakby wołała " Nic mi się nie stało! Wszystko jest ok" To jest takie zabawne. Staram się rozszyfrować jej zachowanie i chyba powoli mi się to udaje :)
Wracamy do domu znowu dopada mnie smutek, ale po chwili moja Niuńka przynosi mi do łóżka maskotki. Patrzę jak je podrzuca,gryzie i znowu zapominam o swoich problemach. Tak się cieszę ,że ją mam...Mój promyczek w te "paskudne" dni. Przygarniam ją do siebie. Ma taką mięciutką sierść...o wszystkim zapominam,zasypiam a kiedy się budzę ona już macha ogonem i zapewne zastanawia się co teraz będziemy robić :):)

...bo kiedy jest źle do serca przytul psa... :)

sobota, 26 marca 2011

Psie Dziecko


Witamy Was :) 

Czasami czuję ,że coś muszę mieć...i wiem,że może się walić wszystko,ale ja i tak to dostanę...Jednak zacznijmy od początku :)
Kiedy wprowadziłam się do mojego mieszkania wiedziałam,że długo tu sama nie pomieszkam. Już w pierwszy dzień poszłam i kupiłam szczurka to znaczy szczurzycę Sunny:) To naprawdę mądre zwierzaczki i takie zabawne:) Po kilku dniach jednak poczułam niedosyt. Przecież musiałam mieć czworonoga. Chciałam zajmować się czworonożną istotą,wstawać rano,mieć towarzysza spacerów i nie tylko:) Tak więc pierwszym miejscem jakie postanowiłam odwiedzić było oczywiście przytulisko w którym prowadziłam kiedyś wolontariat. Chodziłam między boksami napotykając co chwilę psie spojrzenie. Każdy psiak chciał zwrócić na siebie uwagę...każdy pragnął pieszczoty i zapewne tego by ktoś w końcu wypuścił go z tej klatki... Chodziłam,szukałam i czekałam na ten grom z jasnego nieba albo jakieś światło nad głową psa bym wiedziała,że to właśnie jego mam ze sobą zabrać. Nic takiego się jednak nie stało... Wiedziałam,że nie mogę postąpić pochopnie...Nie mogłam przygarnąć psiaka tylko po to by go mieć. Musiałam czuć w serduchu,że to właśnie on ma spędzić ze mną całe swoje psie życie. 
Wróciłam do domu zawiedziona. Położyłam się na łóżku,wzięłam lapka i właczyłam allegro. Weszłam na zwierzaki,ustawiłam w danych "Opolszczyznę" i zaczęłam przeglądanie... Nagle zobaczyłam zdjęcie. Było sobie wśród wielu,wielu innych...i poczułam,że to jest chyba to. Kiedy zaczęłam oglądać zdjęcia ślicznej suczki o imieniu Doris mój zachwyt pogłębiał się,a kiedy przeczytałam jej krótką historię to wiedziałam,że to będzie mój wymarzony psiak! Szybko wystukałam numer telefonu na komórce. Telefon odebrała jakaś dziewczyna z bardzo sympatycznym głosem. Po krótkiej rozmowie byłam gotowa  ubierać buty i szybko do niej jechać tak bardzo chciałam zobaczyć Doris! Nagle wszystko prysło...Dowiedziałam się,że jakimś cudem wcale nie przeglądałam ofert tylko z Opolszczyzny,ale z całej Polski,a ta psina jest z Gdańska! Słyszałam jak radość w głosie Pani Karoliny gaśnie...moja zresztą również. Pojawiła sie opcja,że ktoś może mi ją przywieźć,ale obie prawdopodobnie bardzo w to wątpiłyśmy.  Kiedy odłożyłam słuchawkę jeszcze raz zaczęłam oglądać zdjęcia Doris. Śliczna,urzekająca... No przecież coś w tym musiało być skoro trafiłam na Gdańsk będąc pewna,że jestem na Opolszczyźnie! Nie mogło to się tak skończyć. Napisałam szybko maila z wielką prośbą o załatwienie jakiegoś transportu. Zapewniłam w nim,że naprawdę mi zależy. Widocznie mój mail musiał podziałać,bo Pani Karolina znowu się ożywiła. Pisałam z nią codziennie chcąc wiedzieć o Doris jak najwięcej ,tak samo jak opiekunka suczki chciała wiedzieć wszystko o mnie. W końcu przeczytałam radosną nowinę "Załatwiłam transport do Legnicy" Moja radość była ogromna,bo co to za problem pojechać do Legnicy :) No i tak się stało...Kiedy podeszłam do Doris spojrzała mi głęboko w oczy i ukłoniła się...dosłownie się ukłoniła. Jej uległość rozczuliła mi serce...i nagle mało ważne stało się to,że jest większa niż myślałam,że raczej przypomina małego cielaczka niż psa:) W drodze do domu zaczęłam jednak zastanawiać się czy dobrze zrobiłam...Mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu...co będzie jeśli Doris okaże się inna niże mówiła Pani Karolina,że będzie rozrabiać,że okaże się psią diablicą? Nie mogłam sobie na to pozwolić. Jednak szybko okazało się,że trafił mi się Skarb:) Grzeczna...choć strasznie bojaźliwa,pokorna,a wręcz wstydliwa. Podobno jej zachowanie spowodowane jest tym,że jej dawni właściciele się nad nią znęcali. Kiedy podchodzę do niej ze smyczą ona kładzie po sobie uszy,przytula się do podłogi i patrzy czkejąc na mój ruch...Na początku nie mogłam robić gwałtownych ruchów,bo od razu widziałam jej strach. To niesamowite ile w psich oczach można zobaczyć ludzkiego lęku i smutku... Teraz jest lepiej. TO dopiero pierwszy tydzień,ale my już całkiem dobrze się dogadujemy. Zora(bo tak jej dałam na imię) jest chyba największą pieszczochą na tym osiedlu ,a co najzabawniejsze ,że tak jak dziecko nosi wszędzie ze sobą zabawki. One są wszędzie...dosłownie! :) W sumie to Zora ma dopiero roczek i jest jeszcze młodziutką psinką taką moją adoptowaną psią dziewczynką :) :) :)

No i się zaczęło...:)

No w końcu go założyłam :D Mam swojego bloga... :) Na początku może kilka słów o mnie:) 
Jestem jedną z założycielek wolontariatu w przytulisku w mojej małej miejscowości. Kilka lat ubiegania się o możliwość zajmowania się psiakami aż w końcu się udało. W raz z kilkoma osobami pokazałam,że jeśli się chce to się potrafi. Dzięki nam bardzo dużo się zmieniło...zmieniło na lepsze :) Jednak jak to wśród ludzi bywa...zaczęły rodzić się konflikty,pojawiać przymusy i wolontariat zaczęłam traktować już bez przyjemności . Odeszłam od grupy i  działam na własną rękę. Kiedy słyszę ,że coś się dzieje to po prostu tam jestem,działam,reaguję. Nigdy nie przechodzę obojętnie,bo jeśli nie ja coś zrobię, to kto? Liczę na siebie,a nie na innych... Często jednak bywa,że to psiaki znajdują mnie...Może brzmi to dziwnie,ale to one znajdują się tam gdzie ja "prosząc" o pomoc. Moja psia przygoda zaczęła się już od lat przedszkolnych. Wtedy już przyprowadzałam do domu psie przybłędy i wraz z rodzicami starałam się znaleźć im właścicieli. Raczej zawsze kończyło się sukcesem:) Nie znaczy to jednak,że należę do psich fanatyczek,które nie widzą nic po za psim nosem. Wcale tak nie jest... Studiuję,pracuję,imprezuję z tą tylko różnicą,że to wszystko czasami schodzi na drugi plan kiedy w potrzebie jest jakiś psiak. 
Za kilka dni spełni się moje marzenie i sama stanę się właścicielką suczki pokrzywdzonej przez los. Dam z siebie wszystko,bo przede mną długa i ciężka droga do zdobycia serca nieufnego psiego stworzenia.