Witamy Was :)
Czasami czuję ,że coś muszę mieć...i wiem,że może się walić wszystko,ale ja i tak to dostanę...Jednak zacznijmy od początku :)
Kiedy wprowadziłam się do mojego mieszkania wiedziałam,że długo tu sama nie pomieszkam. Już w pierwszy dzień poszłam i kupiłam szczurka to znaczy szczurzycę Sunny:) To naprawdę mądre zwierzaczki i takie zabawne:) Po kilku dniach jednak poczułam niedosyt. Przecież musiałam mieć czworonoga. Chciałam zajmować się czworonożną istotą,wstawać rano,mieć towarzysza spacerów i nie tylko:) Tak więc pierwszym miejscem jakie postanowiłam odwiedzić było oczywiście przytulisko w którym prowadziłam kiedyś wolontariat. Chodziłam między boksami napotykając co chwilę psie spojrzenie. Każdy psiak chciał zwrócić na siebie uwagę...każdy pragnął pieszczoty i zapewne tego by ktoś w końcu wypuścił go z tej klatki... Chodziłam,szukałam i czekałam na ten grom z jasnego nieba albo jakieś światło nad głową psa bym wiedziała,że to właśnie jego mam ze sobą zabrać. Nic takiego się jednak nie stało... Wiedziałam,że nie mogę postąpić pochopnie...Nie mogłam przygarnąć psiaka tylko po to by go mieć. Musiałam czuć w serduchu,że to właśnie on ma spędzić ze mną całe swoje psie życie.
Wróciłam do domu zawiedziona. Położyłam się na łóżku,wzięłam lapka i właczyłam allegro. Weszłam na zwierzaki,ustawiłam w danych "Opolszczyznę" i zaczęłam przeglądanie... Nagle zobaczyłam zdjęcie. Było sobie wśród wielu,wielu innych...i poczułam,że to jest chyba to. Kiedy zaczęłam oglądać zdjęcia ślicznej suczki o imieniu Doris mój zachwyt pogłębiał się,a kiedy przeczytałam jej krótką historię to wiedziałam,że to będzie mój wymarzony psiak! Szybko wystukałam numer telefonu na komórce. Telefon odebrała jakaś dziewczyna z bardzo sympatycznym głosem. Po krótkiej rozmowie byłam gotowa ubierać buty i szybko do niej jechać tak bardzo chciałam zobaczyć Doris! Nagle wszystko prysło...Dowiedziałam się,że jakimś cudem wcale nie przeglądałam ofert tylko z Opolszczyzny,ale z całej Polski,a ta psina jest z Gdańska! Słyszałam jak radość w głosie Pani Karoliny gaśnie...moja zresztą również. Pojawiła sie opcja,że ktoś może mi ją przywieźć,ale obie prawdopodobnie bardzo w to wątpiłyśmy. Kiedy odłożyłam słuchawkę jeszcze raz zaczęłam oglądać zdjęcia Doris. Śliczna,urzekająca... No przecież coś w tym musiało być skoro trafiłam na Gdańsk będąc pewna,że jestem na Opolszczyźnie! Nie mogło to się tak skończyć. Napisałam szybko maila z wielką prośbą o załatwienie jakiegoś transportu. Zapewniłam w nim,że naprawdę mi zależy. Widocznie mój mail musiał podziałać,bo Pani Karolina znowu się ożywiła. Pisałam z nią codziennie chcąc wiedzieć o Doris jak najwięcej ,tak samo jak opiekunka suczki chciała wiedzieć wszystko o mnie. W końcu przeczytałam radosną nowinę "Załatwiłam transport do Legnicy" Moja radość była ogromna,bo co to za problem pojechać do Legnicy :) No i tak się stało...Kiedy podeszłam do Doris spojrzała mi głęboko w oczy i ukłoniła się...dosłownie się ukłoniła. Jej uległość rozczuliła mi serce...i nagle mało ważne stało się to,że jest większa niż myślałam,że raczej przypomina małego cielaczka niż psa:) W drodze do domu zaczęłam jednak zastanawiać się czy dobrze zrobiłam...Mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu...co będzie jeśli Doris okaże się inna niże mówiła Pani Karolina,że będzie rozrabiać,że okaże się psią diablicą? Nie mogłam sobie na to pozwolić. Jednak szybko okazało się,że trafił mi się Skarb:) Grzeczna...choć strasznie bojaźliwa,pokorna,a wręcz wstydliwa. Podobno jej zachowanie spowodowane jest tym,że jej dawni właściciele się nad nią znęcali. Kiedy podchodzę do niej ze smyczą ona kładzie po sobie uszy,przytula się do podłogi i patrzy czkejąc na mój ruch...Na początku nie mogłam robić gwałtownych ruchów,bo od razu widziałam jej strach. To niesamowite ile w psich oczach można zobaczyć ludzkiego lęku i smutku... Teraz jest lepiej. TO dopiero pierwszy tydzień,ale my już całkiem dobrze się dogadujemy. Zora(bo tak jej dałam na imię) jest chyba największą pieszczochą na tym osiedlu ,a co najzabawniejsze ,że tak jak dziecko nosi wszędzie ze sobą zabawki. One są wszędzie...dosłownie! :) W sumie to Zora ma dopiero roczek i jest jeszcze młodziutką psinką taką moją adoptowaną psią dziewczynką :) :) :)