wtorek, 3 maja 2011

Koniec Laby...

Ech...skończyły się święta i minął weekend majowy. Grillowałyśmy i świętowałyśmy z rodzinką. Przez te dni przekonałam się tylko jak wspaniałego mam towarzysza to znaczy towarzyszkę :) Nie zawiodła mnie.Zora była ze mną praktycznie wszędzie. Nie chciałam aby siedziała sama w domu kiedy ja się bawię,bo pewnie wcale nie czułabym się z tym dobrze. Moi znajomi się już ze mnie śmieją,że wszędzie tylko ja i Zora,ale nie po to adoptowałam psa aby tylko był,ale również żeby ze mną żył :) Oczywiście wszyscy są nią zachwyceni,bo ona tak się słucha ,bo jest taka grzeczna i usłyszałam nawet,że mam ręke do psów. Może to prawda...:)
Zora zrobiła się odważniejsza. Szczeka,a nawet warczy na obcego kiedy wejdzie do domu.Jednak kiedy widzi ,że człowiek chce się z nią przywitać to zmienia nastawienie. Zachowuje się tak jakby bardzo chciała przy mnie  być kiedy ktoś u nas jest i pilnować,ale z drugiej strony jeszcze się jednak boi. Chodzi w kółko  powarkuje, co chwile jest obok mnie,by po chwili odejść i znowu wrócić.Chyba nie lubi jak mamy gości... Myślę,że to tylko kwestia czasu i nabierze pewności siebie.
Wczoraj zabrałam ją na plac i wyczesałam. Kupiłam konkretny grzebień ,który spisał się rewelacyjnie. Teraz mam nawet wrażenie,że Zorka jest mniejsza xD :) Troszkę futra z niej ubyło to fakt ;P
Przez jakiś miesiąc pomagałam znaleźć nowy dom dla jego psa. Młodziutka suczka rasy Husky potrzebowała pilnie domu,bo tak jak to zwykle bywa...zawinili ludzie. Żywa suczka,która potrzebowała cierpliwości i miłości,kogoś kto poświęci jej troszkę czasu no i w końcu po długich poszukiwaniach i próbach udało się. Alaska ma nowy dom. Nową właścicielkę,która mam nadzieję zajmie się nią jak należy. Trzymam za Was kciuki Dziewczyny! :) :) Kamień z serca...bo o mały włos ,a psina trafiłaby do schroniska...

1 komentarz: